czwartek, 27 listopada 2014

1. Bo do tanga trzeba dwojga

     Kamil Stoch- podwójny mistrz olimpijki, zdobywca Kryształowej Kuli, najlepszy polski skoczek narciarski, szczęśliwy syn, brat i mąż, siedział skupiony na pokładzie samolotu lecącego do niemieckiego Kingenthal, gdzie już w sobotę miały odbyć się pierwsze zawody Pucharu Świata w nowym sezonie. Był spełnionym i szczęśliwym człowiekiem. Nie dość, że w sporcie osiągnął więcej niż mógł sobie wymarzyć to jeszcze za niecały miesiąc miał zostać ojcem.
Jego ukochana żona Ewa spodziewała się ich pierwszego dziecka...

    Na początku nie był zachwycony tym faktem, nie chciał byś ojcem, którego dziecko będzie znało tylko z telewizji, nie chciał zostawić Ewy samej..., ale kiedy zobaczył pierwsze zdjęcie USG i pierwszy raz usłyszał bicie serca swojego potomka wprost oszalał. Opuszczając ich dom w rodzinnym Zębie ciągle myślał o Ewie, która została tam zupełnie sama... Zawsze tęsknił, ale tym razem nie mógł się skupić na niczym innym...

***

    Do Klingenthal zjechali się reprezentanci wszystkich państw, które od lat wiodą prym na skoczniach świata. Dziennikarze i kibice już od tygodni typowali, czy w tym sezonie najlepszy będzie młodziutki Peter Prevc, cudowne dziecko austryjackich skoków; Gregor Schlierenzauer czy zwycięzca poprzedniego sezonu; Kamil Stoch, a może z cienia wielkich gwiazd wyjdzie ktoś zupełnie inny, niespodziewany...
Trenerzy dopracowywali ze swoimi podopiecznymi ostatnie szczegóły, a techniczna obsługa skoczni dbała, żeby nie zabrakło śniegu i żeby wszystko dobrze się udało.

W niemieckim hotelu rozlokowała się też polska ekipa z trenerem Kruczkiem na czela. Szkoleniowiec nie długo musiał czekać, na coroczny kabaret. Najpierw Piotrek pokłócił się z Maćkiem, potem Janek mało nie złamał nogi biegnąc po schodach, a Dawid podpadł nowemu trenerowi Austriaków Hainzowi Kuttinowi... jak by tego było mało, Łukasz nigdzie nie mógł znaleźć zestawienia wyników z poprzedniego sezonu, fizjoterapeuta kadry wylądował w szpitalu z zapaleniem oskrzeli właśnie wtedy, kiedy kostka Kamila potrzebowała jego natychmiastowej interwencji...
To zamieszanie skłoniło trenera Kruczka do podjęcia decyzji o zatrudnieniu asystentki nie wiedząc jakie konsekwencje to za sobą poniesie...

***

   Kiedy trener głowił się nad tym jak tu całkiem nie osiwieć, gwiazda drużyny; król Maciuś Kot, siedział na parapecie swojego pokoju i patrzył jak ostatnie liście spadają z drzew, odkrywając widok na skocznie.
W jego głowie, podobnie jak w głowie mistrza Stocha, również cały czas siedziała pewna piękność, nie pozwalając mu się skupić w pełni na nowym sezonie i konkursie inauguracyjnym.
Maja... piękna...młoda...mądra...zabawna...ambitna...mógłby tak wymieniać godzinami, miała tylko jedną wadę...była siostrą Mistrza, a Mistrz nie wyobrażał sobie, żeby Jego jedyna siostrzyczka miała cokolwiek wspólnego z bożyszczem nastolatek; Maciejem...

***

    -Łukasz nie mam dobrych wieści.- zaczął fizjoterapeuta polaków -Ta kostka nie wygląda najlepiej... to na pewno nic poważnego, ale ja bym nie ryzykował, odpuści dzisiaj, jutro już powinno być całkiem dobrze. Chyba lepiej zaczekać niż złapać jakąś większą kontuzje i opuścić pół sezonu.- wyjaśnił.
    -Cholera... no ale masz racje... szkoda, mam nadzieje, że chłopcy bez Kamila nie poczują się mniej pewnie... hummm kogo za niego wysłać...- zastanawiał się szkoleniowiec.
     -Maćka, albo Janka nie ma innej opcji. Jakoś dadzą radę, trzeba ich zmobilizować, przypomnieć sukcesy z ubiegłego sezonu...
     -Racja, dobra to tak: idź porozmawiaj z Kamilem, a ja skonsultuje się ze Zbyszkiem i zastanowimy się, który z tych ananasów zastąpi naszego orła.- odparł Kruczek i ruszył do pokoju, który dzielił z asystentem.

     Fizjoterapeuta udał się na rozmowę z podwójnym mistrzem olimpijskim. Sytuacja była nietypowa; Stoch pierwszy raz nie mógł startować w zawodach z powodu kontuzji, a do tego nie do końca było wiadome, kiedy i jak to się stało.

    -Kamil jak tam noga?- spytał
    -Pobolewa trochę, ale już lepiej.- odparł skoczek z uśmiechem i pokuśtykał w kierunku gościa.
    -Rozmawiałem z Łukaszem i doszliśmy do wniosku, że nie będziesz dzisiaj skakał. Ta opuchlizna jednak uniemożliwi Ci przyjęcie odpowiedniej pozycji dojazdowej. Nie ma co ryzykować.
    -Szkoda... kibice na mnie liczą, ale no trudno, rzeczywiście masz racje nie ma co się przeciążać, mam nadzieję, że na jutro już wydobrzeje.- powiedział trochę smutno.


***

     Ewa Stoch leżała na kanapie w swoim zakopiańskim domu i wpatrywała się w Piotra Żyłę, który właśnie siedział na belce startowej i czekał na zgodę trenera. Dni ciągnęły się jej w nieskończoność, szczególnie od momentu wyjazdu Kamila do Niemiec. Przed wyjazdem męża była na kontrolnej wizycie u lekarza, nie chciała  martwić ukochanego przed wyjazdem, ale wyniki nie były najlepsze. Doktor kazał jej się oszczędzać i leżeć aż do rozwiązania, ale dla aktywnej, kreatywnej kobiety- żony sportowca na pewno nie było to proste.
Z zamyśleń wyrwał ją dzwonek do drzwi.
     -Otwarte!- krzyknęła i już po chwili do pokoju wpadła siostra jej męża; szalona mała Maja- jak to nazywał ją Żyła.
     -No piękna przyszłam Ci trochę umilić ten czas. Bez męża to pewno nudzisz się tu jak mops... ale spokojnie przyniosłam papier, klej, brokaty, szablony - wiesz, że mam świra na punkcie świąt i ręcznie robionych ozdób! Stworzymy coś pięknego, żeby pierwsze święta mojej małej bratanicy były niezapomniane!- oznajmiła i położyła wielką torbę na stół.
       -Wiesz, że to jest dobry pomysł... muszę tu leżeć plackiem całe dnie przynajmniej czymś się zajmę...- westchnęła blondynka i wzięła nożyczki do ręki.
       -Powiedziałaś mu jak jest?
       -Maja wiesz, że on ma teraz inne zmartwienia... nie chce go dodatkowo obciążać moim stanem zdrowia...
       -Ewka on przecież na pewno chciał by wiedzieć jak jest... to wasze dziecko... w ogóle przecież on przyjedzie pewno za kilka dni...
       -To wtedy z nim porozmawiam, po za tym lekarz powiedział, że nie ma powodu do obaw, mam tylko się oszczędzać i dużo leżeć...
       -Ah ty uparciuchu!- Maja popatrzyła groźnie na swoją bratową i cicho zachichotała.

***

    Niestety pierwsze zawody w tym sezonie okazały się niezbyt szczęśliwe dla polaków. Bez pomocy lidera nie zdołali nawet dostać się do drugiej serii przegrywając z ósmymi austriakami o 0,1 punktu.
      -Stefek buloklep i Kubacki następny! Mówiłem, że z tymi patałachami nie będę skakał w jednej drużynie! Już wiem jak naszemu Kamilciowi jest ciężko z tą rolą lidera, musi się wstydzić za tą bandę co konkurs... no masakra jakaś...gdybym mógł skoczyć za tych osłów to na pewno byśmy byli na podium, ale nie buloklepy nas skompromitowały!- skarżył się Piotrek swojemu współlokatorowi- Maciunio widzisz, bo gdybyś ty skakał to zapewne Ruski, Włochy i Amerykanie by nas zostawili daleko w tyle... ehhh ja jeden wiem jak się skacze no i poczciwy Kamilek, ale on to zaś musiał wariować, ten nasz mistrzunio i jak to się skończyło...oj gdyby kózka nie skakała...
      -Zamkniesz się w końcu czy nie?!- zdenerwował się Kot
      -Ależ Maciunio co się tak denerwujesz, jeszcze Ci się zmarszczki zrobią i fanki od Ciebie uciekną!- zaśmiał się blondyn.
       -Zostaw moje fanki i moje zmarszczki w świętym spokoju!- prychnął i wybiegł z pokoju trzaskając drzwiami.

      -Na miłość boską chłopcy co tu się znowu dzieje?- spytał Łukasz Kruczek, który zjawił się w ich pokoju zaalarmowany krzykami.
      -Nasz niunio Kotunio chyba się zakochał!- zaśmiał się właściciel najśmieszniejszych czapek w polskiej ekipie i rzucił w trenera poduszką...


*********

Witam was serdecznie!
Oto pierwszy rozdział mojego powiadania, zastanawiałam się czy nie zacząć np. od igrzysk, ale postanowił wystartować z nowym sezonem. Zapraszam do czytania i komentowania, mam nadzieje, że wam się spodoba:)

Trzymajcie kciuki za naszych chłopaków:D

Pozdrawiam :*